Resovia, a media

Jubileuszowy, bo 25 felieton powinienem zatytułować ogólnie: Media, a kluby sportowe. Ale wiem, że działacze mojego ukochanej „Malty”są „uczuleni” na to, co się mówi o biało-czerwonych „Pasiakach”, a przede wszystkim, jak się mówi! Nie powinno to być dziwne, bo całe społeczeństwo, a także indywudialnie chcielibyśmy, aby mówiło się o nas jak najlepiej.

Z racji dziennikarskiego doświadczenia pozwolę sobie na pewne refleksje. Jeżeli odczytane zostaną jak pouczenia, czy jako krytyka poczynań jednych i drugich, to znaczy Resovii i regionalnych mediów, to nie taki był zamysł tego felietonu! Chcę, aby działacze klubowi, a także kibice zrozumieli filozofię dziennikarskiego zawodu. Oczywiście są ludzie pracujący w mediach, którzy żadnej filozofii nie uznają, albo rezygnują z niej w sytuacji, gdy mają ściśle określone zadania, które muszą wypełniać, aby utrzymać się w wbrew pozorom, w tym bardzo trudnym zawodzie. Moja filozofia polegała na tym, aby w miarę chłodno opisywać fakty, co przyznaję, było niełatwe w realizacji. Obserwując grę ulubionej drużyny, często byłem wściekły na ich boiskowe poczynania. Albo też psioczyłem na byłych kolegów sędziów piłkarskich. Dzisiaj dziwię się, że dziennikarzom brak dystansu, nie mówiąc o obiektywiźmie!

Często szukają u wszystkich „kwadratrowych jaj”. Przepraszam za kolokwialne wtręty, ale prawdziwi sympatycy Resovii na pewno to zrozumieją. Czasami nie rozumieli tego działacze i spotykały mnie z tego powodu dość poważne szykany. Już wspomniałem o postawie siatkarskich działaczy, którzy wyprowadzili mnie z hali ROSiR przed drugim meczem drużyny AKS Resovia, bo napisałem, że w poprzedniej konfrontacj z Bzurą Ozórków pozorowali grę. Dzisiaj przykład piłkarski. Jako współpracownik Radia „Rzeszów” obserwowałem poczynania moich ulubieńców w wyjazdowym meczu z Piastem Tuczempy. Kiedy po jego zakończeniu wywołał mnie na antenę były Resoviak i koszykarz Andrzej Klee, abym dokonał oceny tej konfrontacji, nie bacząc na obecność prezesa sekcji Alfreda Szostka, powiedziałem zgodnie nie tylko z moim odczuciem, że: Zagrali w tym spotkaniu beznadziejnie, bo bez pomysłu i z dość przeciętną, deilkatnie mówiąc – wolą walki! Nie przepuścił tego jeden z innych działaczy, który zaapelował do mojego Resoviackiego sumienia: - Jak to jest, wszyscy w gazetach i Radiu jeżdżą po nas jak po burej suce, a ty nam też dokładasz?! Odpowiedziałem wprost: - Chciałbym, aby moja drużyna grała w taki sposób, aby się nikt do niej nie doczepiał! Może tbyło to zbyt idealistyczne, ale także dzisiaj takiej postawy oczekuję od piłkarskiej Resovii! Uważam, że nikt nie powinien mieć do mnie pretensji o surową ocenę innych zespołów. I dzisiaj jestem uczulony na tych dziennikarzy, którzy czy trzeba, czy też nie ma takiej potrzeby i jest to wręcz zbyteczne, wychwalają swoje ulubione drużyny.

A już krew mnie zalewa, gdy ich sympatia do jednych charakteryzuje się złośliwością w stosunku do drugich, najczęściej z tego samego miasta! Jeszcze raz powtarzam: Nigdy nie zaakceptuję poczynań Pana prezydenta Ferenca, ogłaszającego wolę pomocy Stali Rzeszów kosztem Resovii. Nigdy nie zaakceptuję też sytuacji, gdy dziennikarze bawią się w stronników jego poczynań pod płaszczykiem życzeń, że chcą w Rzeszowie dobrej piłki. Wiedzą przecież, że aby stało się to faktem, trzeba sprowadzać piłkarską armię zaciężną. Jeżeli czyniła to Resovia, to nie za pieniadze miasta! Cieszę się, że poparli mnie kibice Stali, całkowicie odcinający się od zamiarów kupowania ligi. Wbrew niektórym działaczom nie tylko Resovii, zachowam bardzo dobre zdanie o tym samym prezydencie Ferencie jako o gospodarzu mojego rodzinnego miasta. Sądzę, że kibice Stali są także za tym, aby w przyszłości ton w ich drużynie nadawali właśni wychowankowie, jak kiedyś Stasiu Skiba, Janek Domarski wzmocnienieni regionalnymi piłkarzami, jak chociażby Majcher, Gnida, Czajkowski.

Dlatego będę uparcie przy najlepszych życzeniach dla wychowanków Resovii ze Szkoły Mistrzostwa Sportowego. W następnym felietonie przekażę wiadomość o tym, jak działacze jednego z klubów w Regionie zagrali za ostatnie pieniądze w Lotka, bo tylko w tym widzieli szansę na utrzymanie przy życiu drużyny!

Wiesław Zieliński