Dawnych wspomnień czar... (Odcinek 1)

Śmierć Leona Szalachy - byłego piłkarza Resovii i Stali Rzeszów oraz mojego przyjaciela sędziego piłkarskiego – spowodowała falę nostalgicznych wspomnień. Sięgnąłem pamięcią do najwcześniejszych lat, w których przeżywałem jako kibic i początkujący piłkarz, pierwsze zauroczenia tą jakże popularną dyscypliną sportową.

Miałem zaledwie kilka lat i już nie wiem w jaki sposób pierwszy raz trafiłem na stadion Resovii? To musiało być bardzo wcześnie, mogłem liczyć 5-6 lat !Zapamiętałem, że wejście było od strony dzisiejszych torów łuczniczych oraz obecnej Szkoły Mistrzostwa Sportowego. Grała wówczas Resovia zwana I B, czyli drugi zespół „Pasiaków”. Zorganizowana była wówczas tzw. Liga Rezerw i nie mogła być dopuszczona do rywalizacji z pierwszymi drużynami. W jakiej klasie rozgrywkowej uczestniczył podstawowy piłkarski „Garnitur”, w takiej samej rywalizowały „Rezerwy” klubu. Bardzo szybko zlikwidowano wejście na zakręcie ulicy i odtąd otworzono dwa wejścia czynne do dzisiaj: od ulic Sportowej i Wyspiańskiego 22. Najczęściej skakałem przez siatkę lub cierpliwie stałem przed wejściem od ulicy Sportowej, gdzie łaskawy porządkowy, puszczał takich jak łazików z ulicy Okrzei czy Baldachówki. Pamiętam, że w tamtych czasach pilnowali wejść oddani Resovii bracia Durdowie. Jeden z nich był ojcem mojego klasowego kolegi ze Szkoły Podstawowej Nr 1 im. Adama Mickiewicza – Franka Durdy. Był też osławiony kibic ówczesnej „Sovii”, pan Kozak. I prawdziwy był z niego gieroj, że hej! Atletycznie zbudowany zasiadał na trybunach w tym miejscu, w którym dzisiaj siedzi zorganizowana grupa „szalikowców” Resopvii. Pokrzykiwał tubalnym, nieco ochrypłym głosem: „Resovia grać!!! Miałem 9 lat, gdy ostatni mecz przed pójściem do wojsk desantowych w Krakowie, zagrał Leon Szalacha. Pamiętam, że to był pojedynek z Czuwajem Przemyśl, a jako środkowy obrońca strzelił wówczas dwie bramki! Znacznie później raczył mnie cennymi opowiadaniami, które starałem się skrzętnie zapamiętać. Poza tym, że czuł się współgospodarzem obiektu przy ulicy Wyspiańskiego, wspominał, jak inny obrońca grający w Wawelu Kraków, którego nazywał „starym” Kaszubą, nauczył go grać tk, aby zostawiać na spalonym napastników drużyny przeciwnej. Równo przed pierwszym podaniem, Kaszuba wołał do pozostałych defensorów: - Uciekać do przodu!!! Leon wspominał też pierwsze mecze w juniorach Resovii, więc nie kojarzę go z gry w Walterze, ale na pewno tam występował! Wspominał, że gdy był z zespołem juniorów „Sovii”, to po jednym z przegranych meczów wyjazdowych, oczekując na pociąg do Rzeszowa płakał z kolegami na dworcu kolejowym. Z tamtego okresu pamiętam bramkarzy mojego ukochanego klubu: Mieczysława Biedę i Zygmunta Lukę. W walce o pierwszy awans do II ligi wspominam golkipera Janusza Szafrankiewicza, którego z racj i niewzykłej skoczności, nazywaliśmy „Żabką”. Zapamiętani obrońcy to: poza Szalachą, Aleksander Książek, Lesław Wilk i Waldemar Klee, który podczas służby wojskowej i gry w Lubliniance, skoczył do basenu z minimalna ilością wody. Uległ wówczas poważnemu wypadkowi. Grali w obronie takźe: Andrzej Pawłowski i Stanisław Padowicz, a także Zbyszek Wiech, którego pojedynki z Jerzym Maślanką, grającym wówczas w Wisłoce Dębica, a teraz naczelnym miesięcznika „Nasz Dom Rzeszów”, podziwiały tłumy kibiców. Pomocnicy to: Józef Lelek i Ryszard Rachwał oraz Józef Rozborski.W ataku grali: Alojzy Matysiak, Władysław Surmiak, na środku Stanisław Szczerba i Mieczysław Szeliga. Jeżeli źle podałem imię któregoś z nich, serdecznie przepraszam! Bardzo cenię grupę kibiców, którzy prowadzą historyczne zapiski na portalu resoviacy.pl. Piszą o tym, co dobrze zapamiętałem od przeżycia prawie 70. lat, nie korzystając z notatek tylko ufając własnej pamięci. Ale bardzo dobrze, że to czynią, bo dzięki takim jak oni, pamięć o Resovii, nigdy nie zaginie! Jako trampkarz i junior grałem także na bocznym boisku Resovii, lecz jako piłkarz Czarnych Rzeszów, których trenował Resovia oczywiście – Stanisław Hajdaś. Pozostałe wspomnienia w najbliższym numerze felietonu.

 

Wiesław Zieliński