Najweselszy barakowóz sportowy - Dawnych wspomnień czar... (2)

Podając skład drużyny mojego dzieciństwa, kogoś mi brakowało w ataku Resovii. Nawet nie wiem, jak mogłem zapomnieć o Edwardzie Kwiatkowskim! Wymienię więc raz jeszcze cały zapamiętany przez mnie skład z 1960 roku, gdy przegraliśmy rywalizację o II ligę z Hutnikiem Kraków oraz z Szombierkami Bytom.

W bramce grał wówczas Szafrankiewicz. W obronie Książek, Szalach, Wilk. W pomocy Lelek i Rachwał. W ataku Matysiak, Surmiak, Kwiatkowski, Szczerba i Szeliga. Grano wówczas niezwykle ofensywnie, stąd też padało sporo bramek! Niestety, w tym meczu było 1-1, bo Kwiatkowski, zwany przez kibiców „Brodą”, nie strzelił karnego. Jedenastkę obronił golkiper drużyny z „Suchych Stawów”, Wiesław Pajor. Ulubieńcy najstarszych dzielnic Rzeszowa, od meczu w 1937, stoczonym ze Strzelcem w Janowej Dolinie, kolejny raz zawiedli w staraniach o awans do centralnej ligi Wykorzystali ten fakt towarzysze partyjni i zaproponowali połączenie Stali i Resovii w jeden, ich zdaniem, silny organizm sportowy! Dopiero po wielu latach z ust wspomnianego w poprzednim felietonie nieodżałowanego Leona Szalachy, dowiedziałem się na czym polegała rola partyjnych notabli w tym zamierzeniu.

Wezwano najlepszych piłkarzy Resovii do siedziby Komitetu Wojewódzkiego PZPR i trójce z nich zaproponowano przejście do Stali. Wcześniej, Józef Lelek i Ryszard Rachwał oświadczyli, że wolą grać w Walterze, ale nigdy na Obrońców Stalingradu! Matysiak, Kwiatkowski i Szalacha mieli wówczas nie lada moralny problem do rozstrzygnięcia. Cała trójka albo niedawno założyła rodziny, albo też poważnie się do tego przygotowywała. Po wyrażeniu przez nich zgody na grę w szeregach lokalnego rywala, bardzo szybko upadł pomysł połączenia obu klubów! Osłabiona Resovia, bo do Mielca wyemigrował Rachwał, zaczęła „klepać bidę”na regionalnych boiskach. Jak usłyszałem od Leona, do przejścia poza możliwością zatrudnienia na fikcyjnych etatach w WSK, partyjni funkcjonariusze „odpowiedzialni za sport” przemawiali w stylu: - Wicie, rozumicie, stolica województwa powinna mieć dobrą drużynę piłkarską, a i wy na tym zyskacie! Wojewódzka „dyktatura proletariatu” nie musiała wówczas udawać obrażonych za to, że ich oczko w głowie przegrało, np. z Cosmosem Nowotaniec, który wówczas jeszcze nie istniał. Wszystko co wymyślano w Białym rzeszowskim Domu, miał ocharakter dyrektywy i cześć! Najwięcej tęsknił za Resovią ówczesny dorastający chłopiec z ulicy Baldachówki, Kwiatkowski. Nie mały wpływ na to miało zachowanie kibiców, a on sam na ten temat powiedział: - Pewnego dnia wracam do domu, a na progu drzwi widzę małą trumienkę opasaną biało-czerwoną wstęga z napisem „Zdrajcy Resovii!”. Wrócił po kilku latach na Wyspiańskiego, ale po groźnej kontuzji kolana, nigdy nie odzyskał formy, jaką prezentował podczas gry w Stali, gdy razem z Poświatem i Matysiakiem zdobywali tyle goli, które pozwoliło drużynie awansować w 1962 roku do I ligi! Do dnia dzisiejszy znany satyryk Jan Pietrzak twiedzi, że Polska w okresie panowania socjalistycznej władzy była najbiedniejszym, ale i najweselszym krajem tego obozu.

Nie inaczej było w Rzeszowie, ale tylko na stadionie Resovii! Drużyna zdana na niezbyt wówczas bogate zakłady budowlane, grała dość przeciętnie. Kibice za to wznosili się na wyżyny przywiązania do „Pasiaków”! Nie było zorganizowanych grup, ale większość z nich korzystała z dopingu w płynie, zwanym Patykiem pisanym”. Na jednym z meczów nieco chwiejący się kibic, rozpoczął wspierać ukochaną drużynę piosenką:„Resovio, Resovio! Cóżeś ty za Pani, że dla ciebie grają chłopcy malowani!” Po przeciwnej stronie - na wałach, bo poza trybunami nie było innych miejsc siedzących, trójka podpierających się wspólnie kibiców, zaczęła: „Teściowo i zięć mieli dziś chęć, pojeździć se na rowerze”. Śmiechy okraszone brawami zagłuszył okrzyk z trybuny: „Heja!, heja! – oto jedzie Jasiek Śmieja!”. Była to chęć zwrócenia uwagi na akcję rozpoczętą przez zawodnika o tym nazwisku, który jako jeden z kilku wzmocnił Resovię, przychodząc z Odry Opole. Było więc biednie, ale jak to zawsze na Resovii – wesoło i z fasonem...

 

Wiesław Zieliński