„Odnowiciele” polskiej siatkówki

 

Miał rację jeden z kandydatów do objęcia funkcji trenera siatkarskiej reprezentacji Polski – Piotr Gruszka - który przed rozstrzygnięciem, kto nim zostanie, zapytał: Jaki sens ma przedłużanie konkursu, skoro Polski Związek Piłki Siatkowej skłania się zdecydowanie ku temu, aby selekcjonerem kadry został Belg Vital Heynen?

Odpowiedziano, że każdy z trójki dopuszczonych do finałowej rozgrywki, a więc zarówno Belg, jak i dwaj polscy kandydaci Piotr Gruszka oraz Andrzej Kowal, mają takie same szanse! Wcześniej, ci sami działacze zapewniali, że najwyżsy czas, aby siatkarzy prowadził szkoleniowiec z naszego kraju! Przy takiej konsekwencji postępowania bardzo wątpliwe jest, czy sympatyczny trener z Belgii, będzie umiał się poruszać w gąszczu poczynań tak zakompleksiałych osobowości, jakimi są obecni członkowie zarządu PZPS z prezesem Jackiem Kasprzykiem na czele. Nie przemawia przeze mnie gorycz, iż nie wskazano na Andrzeja Kowala, chociaż byłem i jestem przekonany, że mający bogaty warsztat trenerski i znający „na wylot” naszych siatkarzy „Resoviak” z krwi i kości, byłby tym, który podoła zadaniu. Piotra Gruszkę znam od juniorskich lat.

Ppoznałem go jako zawodnika wówczas, gdy w latach dziewięćdziesiątych zdobywał w hali ROSiR tytuły mistrzów Polski w tej kategorii wiekowej. Jak dobrze pamiętam, był to turniej na wzór Spartakiady i Katowice w barwach których grał pochodzący z Bielska-Białej świetny siatkarz, a obecnie trener, rozpoczynał wielką karierę. Wówczas, jako reporter sportowy „Gazety w Rzeszowie” poznałem wielkiej klasy nie tylko siatkarzy, ale także ludzi w osobach śp. Wiesia Radomskiego, Janka Sucha i Marka Karbarza. Moim zdaniem młodszy Gruszka, nie mający takiego doświadczenia, jak Andrzej Kowal wprowadzany do trenerskiego fachu z rozmysłem, najpierw będąc asystentem Ljubo Travicy, nie gwarantowałby tego, co posiada obecnie Kowal. Wiedziałem też, że sam prezes Kasprzyk na początku ogłoszenia konkursu lansował dość dziwny pomysł, aby nad najlepszymi siatkarzami naszego kraju czuwał tercet złożony z triumfiratu: Jakub Bednarek, Piotr Gruszka i Paweł Zagumny. Moje zastrzeżenia, co do osoby Vitala Heyena budzą uzasadnienia jego wyboru, a także jednoczesne prowadzenie drużyny klubowej z Niemiec! Podkreśla się, że pracując z reprezentacjami Niemiec i Belgii zdobył brązowy medal na Mistrzostwach Świata w 2004 roku oraz awansował do półfinału Mistrzostw Europy rozgrywanych w 2017 roku. Obie te reprezentacje nie miały na swoim koncie takich sukcesów, jak biało-czerwoni, więc argumentacja naprawdę zasługująca na uwagę! Podobnie, jak ta, że Heynen zagwarantował, iż szybko nauczy się języka... polskiego. Patrząc z dystansu, a jednocześnie będąc za tym, aby każdy z trenerów przyczyniał się do kolejnych sukcesów biało-czerwonych, nie mogę zrozumieć dlaczego wcześniej pozbywano się Raula Lozano, Daniela Castelaniego, Andrea Anastasiego, czy Stephana Antigi. Osiągnęli sukcesy i byli gwarancją sięgania po następne. Ze zdumieniem przyjąłem natomiast powierzenie tej funkcji Ferdinando De Giori. Przeczy to uzasadnieniu obecnej decyzji, że Gruszka i Kowal mają tylko doświadczenia klubowe, a to jest co innego, jak prowadzenie reprezentacji...

De Giorgi mając kadrowo taki zespół, jak ZAKSA, był wręcz skazany na sukces w lidze! Pozostaje przekonanie, że pod bacznym okiem „nowo-starego” trenera Kowala, „Resoviacy” z Asseco walczyć będą znowu o najwyższe cele. Ostatnio sporo wygrywają! Jak miliony wiernych kibców siatkarskiej reprezentacji, nadal będę „murem” za Kadrą biało-czerwonych! Podobnie obaj „przegrani” trenerzy polscy zapowiedzieli lojalność wobec naszej reprezentacji i PZPS. Chcę tylko wiedzieć, czy na wypadek podobnego blamażu, jakim był wybór Ferdinando De Giori, pan Jacek Kasprzyk wraz z całym zarządem podadzą się do dymisji? To byłoby najlepsze wyjście dla ludzi honoru! Ale mam nadzieję, że do tego nie dojdzie, bo Vital Heynen sprosta zadaniu, czego mu serdecznie życzę!

 

Wiesław Zieliński