Kamil Stoch na złoty medal, piłkarze Resovii na 5!

Jeżeli ktoś mówi, że skoki narciarskie nie potrafią wzbudzać emocji, bo tylko piłka nożna rozpala jak mało, która dyscyplina sportowa – to jest w dużym błędzie! Po pierwszym skoku oddanym w sobotę przez Kamila Stocha na dużej skoczni, ledwo doczekałem drugiej kolejki.

Po tej pierwszej nasz mistrz nad mistrzami prowadził w olimpijskim konkursie, a ja czułem się tak, jak np. karpie przed Świętami Bożego Narodzenia, oczekujące wystawienia w galercie na świąteczne stoły. Podobnie reaguję na piłkarskich derbach Rzeszowa, spoglądając na boiskowy zegar i licząc minuty do końca meczu w zależności od tego, czy moja Kochana „Sovia” wygrywa, czy przegrywa? Jeżeli jest, jak to się kolokwialnie mówi „do przodu”, to czas wlecze się niemiłosiernie! Jeżeli, nie daj Boże przegrywamy, a tak też się niestety zdarza, chcę, aby Artur Rozborski – zegarowy mistrz nad mistrze - wstrzymywał wskazówki do czasu, jak zdołamy strzelić wyrównującą, a najlepiej zwycięską bramkę! Dobrze, że tym razem konkurs w koreańskiej miejscowości Pjonczang trwał znacznie krócej, jak ten na zwykłej skoczni.

Nie było powtarzających się do znudzenia zejść z belki i trzymania zawodników jak najdłużej, aby tylko chociaż na chwilę uspokoił się wiatr, który rozdawał wówczas role i decydował o wszystkim. Ale i tak schodziłem co chwilę z miejsca przed telewizorem, aby zaczerpnąć nieco odżywczego powietrza i uspokoić dygocące z nerwów serce. No, cóż jestem z pokolenia tych, dla których jakakolwiek sportowa rywalizacja wywołuje dreszcze podniecenia, jak niegdyś (za nim poznałem żonę!) patrzyłem na piękne i zgrabne dziewczyny z mojego miasta. Myślałem, że mi to z u pływem lat przejdzie i co do dziewcząt przeszło, bo te, które od czasu do czasu widzę na ulicy (zwłaszcza w lecie) w sukienkach mini, są dla mnie obce, jak nowe osiedla w moim rodzinnym mieście, których zupełnie nie znam! Ale oglądanie wszystkich zespołów sportowych mających w nazwie Resovia i reprezentantów Polski w jakiejkolwiek dyscyplinie sportu, czasami bywam ponad moje siły. Tyle lat biegałem po piłkarskim boisku, jako sędzia i co ciekawe, wówczas zupełnie się nie denerwowałem. Miałem dobrych nauczycieli, którzy nauczyli mnie dystansu do tej pracy. Pierwszy egzaminator przepisów gry w piłkę nożną, śp. Bolesław Porada (sędzia najpierw I, a następnie II ligi), zwykł mówić: - Kolego, nie denerwuj się, jak będziesz musiał podyktować rzut karny.

Niech się denerwuje obrońca, który sfaulował w swoim polu karnym! Pana Bolesława nazywaliśmy „panie Kolego”, bo przestrzegał formuły obowiązującej przy zwracaniu się do siebie arbitrów. Koniec końców Kamil Stoch okazał się nie tylko prawdziwym (po raz trzeci) olimpijskim championem, co uratowało mnie niechybnie od zawału serca, lub głębokiego zawodu jakim byłoby jego ewentualne dalsze miejsce poza pierwszym. Wiem, że to jest egoistyczne, bo inni skoczkowie np. Niemcy, Norwegowie, czy Austriacy też mieli kibiców przed telewizorami. Ale bez tego sportowego egoizmu, nie ma niestety, kibicowania! Przykre to, bo jakby niegodne zasad fayr- play, lecz jakże prawdziwe! W uzupełnieniu powiem, że wielu kibiców nawet nie przypuszcza, że Resovia także miała po II Wojnie Światowej sekcję narciarską. Dowiedziałem się tego od Zbyszka Gibały – starszego już, bo prawie 90-letniego ongiś wszechstronnego sportowca, który uprawiał zarówno biegi narciarskiej, jak i sporty motorowe, jeżdżąc na żużlu i motocrosie w barwach naszej ukochanej „Sovii”, która wówczas nazywała się Ogniwo, bo tak chciały władze polityczne. Nie było wśród nich skoczków narciarskich, lecz byli np. alpejczycy i biegacze. Większość z nich wywodziła się z Podhala i przebywali w Rzeszowie, pracując.

Zbyszek urodził się nad morzem w Gdyni, ale stał się rzeszowskim Krzokiem, bo nazwa Pniok należy się tylko tym, którzy w naszym pięknym mieście się urodzili! Dopóki „górale” mieszkali w Rzeszowie, istniała sekcja. Jak opuścili miasto nad Wisłokiem, rozwiązano ją! Jedyna skocznia w naszym województwie była w Iwoniczu Zdroju, lecz jej żywot też był krótki. Ale za to piłkarze Resovii grają coraz lepiej, bo w sobotnim sparingu wygrali z 5-0 z KS Wiązownica.

 

Wiesław Zieliński